Filozofia

Spokój dzięki przewidywalności — dlaczego ścieżka Flota jest ETA-first, jak do tego pasuje Sklep i czego świadomie nie buduje.

Delieta powstała, bo lokalne firmy w Polsce wciąż mówią klientowi „będziemy za półtorej godziny” i na tym sprawa się kończy. Duże aplikacje od lat dają klientowi tę pewność: widać auto, widać okno czasu, można wyjść z psem. Chcemy dać to samo pizzerii za rogiem, kwiaciarni i serwisantowi od przecieków.

Delieta ma dziś dwie ścieżki: Flotę i Sklep. Flota opiera się na ETA, czyli szacowanym czasie dostawy. Sklep to sprzedaż, zanim cokolwiek pojedzie.

Nazwa DeliETA to dostawa szacowanego czasu dostawy. Powtórzenie jest celowe: branża stale mówi o ETA, ale prawie nigdy nie przekazuje go osobie, która czeka.

Spokój dzięki przewidywalności

To nasza główna zasada. Zadaniem produktu jest zdjąć z ludzi stały niepokój. Klient przestaje się zastanawiać. Właściciel przestaje odbierać telefony z pytaniem „gdzie jest moje zamówienie”. Kierowca przestaje być pośrednikiem między jedną a drugą stroną.

Każdy ekran oceniamy według tej zasady, w obu ścieżkach. Ekran, który budzi niepokój bałaganem, nadmiarem informacji albo pozorną dokładnością co do minuty, jest zły, nawet gdy jest ładny. Okno ETA istnieje dlatego, że konkretna minuta szybciej okazuje się nieprawdziwa niż przedział.

ETA-first to teza Floty

Okno czasu dotyczy dostawy, więc dotyczy ścieżki Flota: pozycji kierowcy, strony śledzenia i wyceny z API. W Sklepie ta sama myśl wygląda inaczej: klient wie, co zamówił, ile to kosztuje, kiedy będzie gotowe i czy zapłacił. Gdy firma wyłącza Flotę, okna ETA nie ma i nie udajemy, że jest: strona śledzenia pokazuje sam status. Pozorna dokładność jest gorsza niż brak liczby.

Trzy strony jednej obietnicy

Delieta pomaga jednocześnie trzem osobom. Właściciel widzi, kto jedzie i co jest zagrożone, zamiast polegać na telefonach i przeczuciu. Klient widzi mapę, jadącego kierowcę i pewne okno czasu, bez instalowania czegokolwiek. Kierowca dostaje narzędzie pracy, a nie narzędzie nadzoru: przyjmuje kurs, jedzie i zgłasza, gdy coś jest nie tak.

Gdybyśmy pomagali tylko jednej stronie, bylibyśmy funkcją w cudzym produkcie. Dzięki trzem stronom powstaje platforma, do której firmy przychodzą po przewidywalność, a nie po samą obsługę koszyka.

Czym Delieta nie jest

Nie jesteśmy ogólną platformą logistyczną, która konkuruje z korporacyjnymi systemami TMS. Nie jesteśmy samym widżetem śledzenia doklejonym do cudzego systemu: obsługa zamówień, sprzedaży, floty i alertów też należy do tego, co obiecujemy. Nie jesteśmy marketplace'em: nie zbieramy restauracji dla osób, które zamawiają u nas kolację. Nie jesteśmy bankiem: płatności online przechodzą przez Stripe Connect na konto firmy, a Delieta łączy sklep z płatnością i pokazuje saldo, wypłaty i spory.

Odbiorca pizzy nie zawiera z nami umowy. Otwiera sklep albo link swojej pizzerii. Dzięki temu rozróżnieniu jesteśmy narzędziem firmy, a nie pośrednikiem między nią a jej klientem.

Widowisko, które podnosi niepokój

Świadomie nie budujemy trójwymiarowych kul, widoków floty z lotu drona ani rozbudowanych animacji na wejściu. Takie efekty odciągają uwagę od tego, co ma uspokajać, czyli od ETA. Strona śledzenia ma duże okno czasu, mapę i status. Strona marketingowa ma budzić zaufanie i przekonywać, a nie popisywać się efektami. Animacja, która nie daje klientowi pewności, jest tylko kosztem.

Z tego samego powodu unikamy pozornej dokładności. Jeśli system obiecuje konkretną minutę, a potem ją zmienia, klient uczy się, że Delieta kłamie. Przedział, który zwęża się, gdy sygnał jest pewny, uczy czegoś odwrotnego.

Rynek, którego nie budujemy

Marketplace mógłby wyglądać jak szansa na wzrost, ale odciągnąłby nas od przewidywalności. Delieta jest narzędziem lokalnej firmy, a nie stroną, na której głodny człowiek porównuje trzy pizzerie. Zbieranie konsumentów w jednym miejscu ustawiłoby nas przeciwko klientowi, którego spokój mamy chronić, i przeciwko firmie, która nam płaci.

Dlatego sklep jest sklepem tej firmy: pod jej marką, z jej menu, jej cenami i jej klientami. Delieta daje zaplecze — zamówienia, płatności, rezerwacje, catering — oraz kontrakt, według którego witryna je odczytuje. Nie stajemy między firmą a jej gościem.

Czego nie ma dzisiaj — i dlaczego

Brakuje tego, co nie jest potrzebne w głównym cyklu pracy produktu: sklep przyjmuje zamówienie → kierowca się rusza → klient widzi, że się rusza → właściciel widzi, co się dzieje. Wszystko, co obsługuje ten cykl, już jest. Reszta to pokusa, by zbudować za dużo.

Tego dziś nie ma:

  • Zdjęcia potwierdzenia dostawy. Kierowca zgłasza dostawę, ale bez zdjęcia odbioru.
  • Ekranów kuchennych i stołowych. Kolejka zamówień czeka w panelu, nie na osobnym wyświetlaczu.
  • ETA z modelu uczącego się. Okno liczymy z trasy (albo z linii prostej, gdy trasy brak) i zapasu, nie z predykcji. Zobacz Okno ETA.
  • Pozycji bez telefonu kierowcy. GPS pochodzi z aplikacji Kierowca na telefonie, nie z urządzenia wkręconego w auto.
  • Marketplace'u dla konsumentów. Zobacz wyżej.

To już mamy, choć kiedyś tego brakowało: własna domena śledzenia (plan Pro), płatności online przez Stripe Connect, składniki ze stanem magazynowym, rezerwacje, catering i tłumaczenia sklepu. Opisują je Moduły i abonament.

Nie publikujemy tu listy spraw, o których jeszcze nie zdecydowaliśmy. Ta strona mówi o tym, czemu mówimy nie, a nie o tym, co może wrócić w przyszłym kwartale.

Klin i fosa

Liczymy na prostą rzecz. Gdy lokalna firma zacznie korzystać z Deliety do jednej rzeczy, sprzedaży albo śledzenia, pozostałe moduły okażą się wyraźnie wygodniejsze niż trzej osobni dostawcy. Przewidywalność przyciąga firmę, a spójny system ją zatrzymuje. Produkt, który od pierwszego dnia obiecuje jedno i drugie, zwykle nie daje żadnego z nich.

Dlatego ta dokumentacja zaczyna od wysłania linku i utworzenia zamówienia, a nie od opisu platformy. Z platformy, której nie da się użyć w piątkowy wieczór, nie ma żadnego pożytku.