Miasta, w których godzina na linku ma znaczenie
To nie katalog restauracji. Delieta jest ETA dla firm, które wożą w konkretnym mieście — pizza, flota, ostatnia mila.
Warszawa
W Warszawie klient nie czeka „do godziny”. Otwiera link i widzi skuter na Puławskiej — albo wie, że ma jeszcze czas na prysznic.
Kraków
Turysta na Grodzkiej nie zna Twojego numeru. Dostaje SMS, otwiera mapę i zostaje w bramie — albo idzie na Wawel, bo ETA mówi, że ma dwadzieścia minut.
Wrocław
Mosty, kładki i wyspy: we Wrocławiu „jestem blisko” nic nie znaczy, dopóki nie widać, po której stronie rzeki jedzie skuter.
Łódź
W Łodzi nie ginie się w zaułku. Ginie się, bo jeden van jedzie na Widzew, drugi wraca z Retkini, a tablica wciąż jest zeszytem.
Poznań
Gdy MTP wciąga miasto, każdy van w Poznaniu jedzie albo na MTP, albo wokół. Godzina obiecana rano umiera na wjeździe na parking.
Gdańsk
Gdańsk, Sopot i Gdynia to nie jedna strefa. Deszcz od morza i korek na DK20 zmieniają ETA inaczej niż deszcz w centrum.
Szczecin
Szczecin jest rozłożony jak flota, której nie wolno zgubić między Prawobrzeżem a centrum. Granica z Niemcami to dodatkowy rozkład, nie ozdoba na mapie.
Bydgoszcz
Bydgoszcz jest na tyle mała, że „zaraz będę” brzmi wiarygodnie. Dlatego kłamstwo z kuchni boli bardziej — gość widzi Cię na mapie albo wie, że kłamiesz.
Lublin
Lublin wieczorem to akademiki, Krakowskie Przedmieście i kolejka na zapiekankę. Kto zgaduje ETA, traci stolik na rzecz budki obok.
Białystok
Z Białegostoku last-mile wyjeżdża za obwodnicę: Supraśl, Wasilków, gmina. „Jestem w mieście” nic nie mówi gościowi na działce.

